Festiwale muzyczne to kilka dni wypełnionych koncertami, spotkaniami z przyjaciółmi i atmosferą, której nie da się odtworzyć nigdzie indziej. Pył unoszący się nad tłumem, kolorowe opaski na nadgarstkach, scena oświetlona tysiącem reflektorów. Wracamy z nich z setkami zdjęć na telefonie, ale rzadko do nich zaglądamy po pierwszym tygodniu. Fotoksiążka pozwala ożywić te chwile i wrócić do nich w dowolnym momencie.
Fotografowanie na festiwalu
Zdjęcia festiwalowe rządzą się własnymi prawami. Światło zmienia się co chwilę, od ostrego słońca na dziennych scenach po kolorowe reflektory wieczorem. Telefon z trybem nocnym radzi sobie z tym zaskakująco dobrze, ale warto pamiętać o kilku rzeczach. Lepiej unikać cyfrowego zoomu, który obniża jakość, i podejść bliżej sceny, jeśli to możliwe. Najciekawsze kadry powstają często nie na samej scenie, ale wokół niej. Znajomi tańczący w tłumie, nocne rozmowy przy namiocie, poranny kawa z jednorazowego kubka. To właśnie te zdjęcia za kilka lat wywołają największy uśmiech.
Jak ułożyć festiwalową fotoksiążkę
Przy tworzeniu fotoksiążki z festiwalu dobrze jest podzielić ją na kolejne dni imprezy. Każdy dzień ma swój rytm, od porannego budzenia się na polu namiotowym po ostatni bis wieczornego headlinera. Warto mieszać zdjęcia koncertowe z tymi z życia obozowego, żeby fotoksiążka oddawała pełen obraz festiwalowego doświadczenia, a nie była tylko katalogiem scen. Można dodać krótkie podpisy z nazwami zespołów, datami i miejscami, które pomogą odtworzyć chronologię wydarzeń.
Zdjęcia z festiwali często mają intensywne kolory i mocne kontrasty, co sprawia, że na wydruku wyglądają wyjątkowo efektownie. Sceny koncertowe w niebieskich i czerwonych tonach, zachody słońca nad festiwalowym polem, neonowe napisy food trucków. Na papierze te barwy nabierają głębi, której ekran telefonu nie jest w stanie oddać. Warto wybrać papier o satynowym lub matowym wykończeniu, żeby kolory były nasycone, ale nie krzykliwe.
Festiwalowa fotoksiążka to też świetny prezent dla znajomych, z którymi dzieliliśmy te dni. Wspólne przeglądanie stron i przypominanie sobie, kto zgubił się pod sceną, kto odkrył nieznany zespół i kto najdłużej wytrzymał pod deszczem. Takie wspomnienia są warte więcej niż kolejna relacja na portalu społecznościowym, bo można je wziąć do ręki i poczuć tamtą energię na nowo.
